Kampania UGC, czyli oryginalny materiał o produkcie
Marka nie daje materiałów, daje brief. Twórca sam pisze, nagrywa i montuje wideo, w którym pokazuje produkt w realnym użyciu. Rozliczenie zostaje takie samo: stawka za tysiąc wyświetleń.
- Nakład pracy twórcy
- najwyższy
- Stawka rynkowa
- 3 do 10 $ za 1000 wyświetleń
- Marka przygotowuje
- brief, dostęp do produktu i listę zakazów
Fragment realnego klipa z kampanii tego typu.
UGC to skrót od user generated content, czyli materiał wyprodukowany przez samego twórcę. W kampanii clippingowej oznacza to model, w którym marka nie dostarcza ani sekundy wideo. Dostarcza brief: nagraj materiał, w którym pokazujesz nasz produkt, testujesz aplikację albo tłumaczysz, do czego służy usługa.
To najbliższy klasycznemu influencer marketingowi typ kampanii, z jedną różnicą, która zmienia całą ekonomię: rozliczenie idzie za wyświetlenia, nie za publikację. Marka nie płaci z góry za post, który może nie zadziałać, tylko za obejrzenia, które faktycznie były.
Co dostaje twórca, a co robi sam
- Brief
- Kilka kątów do wyboru, lista rzeczy do pokazania, ton wypowiedzi i zakazy. Zwykle kilka stron, wyraźnie dłuższy niż w pozostałych typach.
- Dostęp do produktu
- Konto testowe, kod, egzemplarz albo subskrypcja. Bez tego nie da się nagrać realnego użycia, a to jest podstawowe kryterium akceptacji.
- Cała produkcja
- Scenariusz, nagranie, montaż, napisy i publikacja są po stronie twórcy. To dlatego stawki są tu najwyższe na rynku.
Trzy kąty, które powtarzają się w briefach
- Pierwsze wrażenia. Twórca pokazuje produkt, który właśnie odkrył, i mówi, co go zaskoczyło.
- Demo jednej funkcji. Jeden konkret na realnym nagraniu ekranu, wytłumaczony tak, żeby zrozumiał go początkujący.
- Problem, potem rozwiązanie. Najpierw sytuacja, którą widz zna z własnego doświadczenia, dopiero potem produkt.
Wymagania i zakazy
Lista wymagań jest tu najdłuższa ze wszystkich typów, bo marka oddaje twórcy kontrolę nad przekazem i odzyskuje ją właśnie briefem. Powtarzają się:
- Realne użycie produktu w kadrze zamiast zrzutów interfejsu i nagrań ze strony.
- Wytłumaczenie co najmniej jednej konkretnej funkcji.
- Naturalne wymienienie nazwy produktu, nie tylko w opisie posta.
- Oryginalny materiał, oznaczenie profilu marki, czasem także udostępnienie firmowego posta.
- Oznaczenie reklamy zgodne z wytycznymi UOKiK. Przy materiale, który wygląda jak szczera rekomendacja, jest to szczególnie pilnowane.
Do tego stała lista zakazów: obietnice zarobkowe, opisywanie funkcji, których produkt nie ma, i porównania do konkurencji z nazwy. Pierwszy i drugi punkt to nie kaprys marki, tylko odpowiedzialność prawna za wprowadzanie w błąd.
Ile płaci kampania UGC
Widełki rynkowe to 3 do 10 dolarów za tysiąc wyświetleń, a w wąskich niszach zdarza się więcej. To kilkukrotność stawek klasycznego clippingu i kilkadziesiąt razy więcej niż kampania logo.
Najwyższe stawki dotyczą materiałów po angielsku, kierowanych na widownię Tier 1, oraz nisz o wysokiej wartości reklamowej: technologii, finansów i narzędzi B2B. Kampanie UGC częściej niż pozostałe wychodzą też poza TikToka i Reels i rozliczają posty na X.
Dla jakich marek to działa
- Produkty, które trzeba pokazać, żeby zrozumieć. Aplikacje, narzędzia, usługi z niebanalnym działaniem.
- Marki bez materiału wideo. Nie ma czego ciąć, więc klasyczny clipping odpada z definicji.
- Kampanie nastawione na konwersję. Widz ma po obejrzeniu wiedzieć, co produkt robi, a nie tylko kojarzyć logo.
Koszt wejścia jest za to najwyższy: trzeba napisać brief, który da się wykonać, przygotować dostępy i liczyć się z dłuższym czasem od startu kampanii do pierwszych zgłoszeń. Twórca musi ten materiał najpierw nagrać. Rozdział o projektowaniu kampanii opisuje, co decyduje o tym, czy brief w ogóle zbierze twórców.